Amputacja palca a odszkodowanie

 

 

Wyrok SN z dnia 17.07.2019 r.

 

Sygnatura akt I PK 68/18

 

Skupienie się sądu tylko na procentach uszczerbku na zdrowiu – to za mało do określenia rozmiarów doznanej krzywdy i cierpienia w czasie leczenia – orzekł Sąd Najwyższy, uchylając wyrok sądu II instancji. Bardzo wiele elementów składa się na ustalenie wysokości zadośćuczynienia, choćby fakt, że wypadkowi uległ człowiek młody – dodał SN.

sadolin-gatunki_drewna_1Wypadek zdarzył się przy pracy. Stolarz Marcin S. nadepnął na gwóźdź, który wbił mu się w duży palec stopy. Od razu udzielono mu pomocy medycznej, pojechał do szpitala, gdzie wyczyszczono mu ranę i założono opatrunek. Jednak po pewnym czasie okazało się, że w ranę wdała się infekcja bakteryjna, w wyniku czego sześć razy przebywał w szpitalach, m.in. w Trzebnicy i w Kępnie.

Leczenie nie dało jednak rezultatu i 24 lipca 2014 r., kilka miesięcy po wypadku, Marcinowi S. amputowano zakażony palec.

Dziewięć miesięcy po wypadku powód rozpoczął procedurę zmierzającą do uzyskania odszkodowania i zadośćuczynienia za doznane cierpienie.

Sądy obu instancji uznały, że po stronie Marcina S. nie było zawinienia. Powstał jednak problem, czy i w jakim zakresie, należy się powodowi uzupełniające odszkodowanie. Orzecznik ZUS stwierdził trwały uszczerbek na zdrowiu, który wynosił 13 proc. i przyznał mu 9840 zł odszkodowania.

A ponieważ pracodawca był ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej w PZU, to zakład wypłacił Marcinowi S. odszkodowanie w wysokości 30 tys. złotych.

Sąd I instancji stwierdził, że powodowi przysługuje 14200 zł odszkodowania plus 2 800 zł zadośćuczynienia ponad to, co zasądził ZUS.

Od tego wyroku apelację złożyli pozwani - wspólnicy spółki, w której pracował Marcin S. Sąd II instancji oddalił powództwo w zakresie odszkodowania i odpowiedzialności na przyszłość (art. 435 k.c. – odpowiedzialność na zasadzie ryzyka). Według tego przepisu, prowadzący na własny rachunek przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody, ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.

 

Sąd Okręgowy w Sieradzu nie uwzględnił opinii biegłego ortopedy, który stwierdził, że trwały uszczerbek na zdrowiu jest wyższy, niż to ustalił ZUS.

Sąd II instancji orzekł, że 25 tys. zł wypłacone przez PZU jest wystarczającą kwotą za utratę swobodnego poruszania się i uprawiania sportów.

Co więcej, sąd II instancji powiedział, że Marcinowi S. nie należy się zwrot kosztów opieki nad nim po operacji i w czasie między zabiegami, mimo, że powód nie mógł wówczas samodzielnie zejść ze schodów i wymagał pomocy żony.

Od tego wyroku skargę kasacyjną złożył pełnomocnik powoda. Zarzucił w niej naruszenie:

  • art. 445 kc czyli nie uwzględnienie zadośćuczynienia, nie wzięcie pod uwagę rozmiarów krzywdy
  • wyliczenie niewłaściwej sumy odszkodowania (art. 444 kc)
  • pominięcie orzeczenia lekarskiego wydanego przez ZUS
  • sąd nie wziął pod uwagę zeznań powoda i jego żony

 

Sąd Najwyższy w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Jak powiedziała sędzia sprawozdawca Katarzyna Gonera, sąd II instancji błędnie argumentował problem odpowiedzialności uzupełniającej, która miała obejmować wszelką krzywdę wynikającą z wypadku.

 

- Skupienie się sądu tylko na procentach uszczerbku na zdrowiu – to za mało - wyjaśniała sędzia Gonera. – Bardzo wiele elementów składa się na ustalenie rozmiaru krzywdy, choćby fakt, że doznał wypadku człowiek młody, zaledwie 25-letni. I przez dalsze lata ten incydent będzie miał wpływ na jego życie. Sąd nie uwzględnił też zeznań powoda, który wstydzi się chodzić na pływalnię, gdyż doznał poważnego oszpecenia, ani faktu, że nie może uprawiać niektórych sportów.

SN podkreślił, że nigdzie nie określono rozmiarów szkody, co po zwrocie sprawy do rozpoznania powinno nastąpić.

Błędem sądu było też pominięcie kosztów opieki nad chorym. Fakt, że tę pomoc uzyskiwał od żony przebywającej na urlopie macierzyńskim, nie wyklucza zwrotu kosztów opieki – dodał SN.

 

Leave a Reply